Dzisiaj stoczyłem walkę z tym i wygrałem! Problemem okazała się instalacja elektryczna (ktoś dłubał nie umiejętnie). Wcześniej miałem doczepione takie ustrojstwo (przekaźnik 10A z potencjometrem 50k) między alternatorem a czujnikiem temperatury. Wszystko zrobione na skrętkę i zaklejone izolacją. Wywaliłem to "cudo", polutowałem przewody tak jak powinny być fabrycznie i podłączyłem czujnik (przed lutowaniem VAG pokazywał temperaturę płynu -15). Do tego znalazłem przetarty przewód od przestawiacza kąta wtrysku (chyba...

). Zabezpieczyłem tymczasowo i próba. Zapalił, dawka oczywiście 0.2-0.8 ale już coś tam pokazuje. Szybciutko luzowanie nastawnika, puk-puk i... da się ustawić dawkę! Tak więc standardowo, zgasiłem silnik,poluzowałem śruby na pompie, zapaliłem i rozgrzałem do 90st. ustawiłem kąt wtrysku a potem dawkę. Zgasiłem i spróbowałem zapalić raz jeszcze i tu "zonk". Ledwo łapie ale odpala. Oczywiście winna temu pompa (dokładnie tłoko-rozdzielacz który nie ma już takiej kompresji jak powinien mieć). Wynalazek wspomniany wcześniej wspomagał odpalanie poprzez oszukanie czujnika temperatury który celowo zaniżał wartość by uzyskać więcej paliwa na start. Teraz podciągnąłem to VAG'iem, co prawda nie tak efektownie (chodź dałem już na max) ale pali za drugi-trzecim obrotem wału.
Do tberent - Nie nigdy nie robiłem znaków przy nastawniku i nigdy nie miałem takiego problemu żeby nie można było wyregulować (do teraz). Gdyby nie to że w elektryce poprzedni właściciel zrobił bałagan nie było by problemu. Myślę że te znaki są nie potrzebne jeżeli dysponujesz oprogramowaniem.
Jeszcze raz dziękuje za zainteresowanie się moim problem i chęcią pomocy.