Znam tylko jeden przypadek, kiedy po zalaniu auta w powodzi, udało się go uratować i jeździło jeszcze parę lat bez problemów. Auto o którym mowa, to Audi 100 (cygaro) z silnikiem 2.3 w benzynie a właścicielem był elektryk samochodowy (z wieloletnim stażem w swoim warsztacie), który po zalaniu i osuszeniu auta, rozebrał go do ostatniej śrubki i każdą elektryczną część czyścił i suszył a następnie sprawdzał i dopiero jak była bez zarzutu to montował do auta. Wymienił sporo zalanej elektroniki a całość trwała chyba około 2-3 miesięcy. Po tej akcji powiedział mi, że nigdy więcej już by się na to nie zdecydował.
W twoim przypadku, zdecydowanie wybrałbym opcję szkody całkowitej i nie narażał sie na jakiekolwiek prawdopodobne problemy w przyszłości z elektroniką w twoim aucie, o ile rzeczywiście środek auta był zalany.