Łysy z „miłośnicy 4 kółek” zmieniał olej w bmw po chyba 2kkm i znalazł opiłki metalu. Wywiódł z tego wniosek, że producentom nie można ufać i trzeba zmienić olej po pierwszych 2-3kkm.
Rok później powtórzył test w skodzie octavii chyba, też z małym przebiegiem 2kkm i nie znalazł nic. Przyznał, że w tym egzemplarzu zmiana po 2kkm wydaje się zbędna.
Nie sądzę by każde nowe bmw miało opiłki w misce olejowej, analogicznie nie uważam, że żadna skoda ich nie ma. Ale brak podstaw by wierzyć, że wymiana oleju jest konieczna częściej niż raz w roku. Chyba, że ktoś obawia się, że poniedziałkowe auto trafi się akurat jemu.
Osobiście nie zmieniam oleju w nowym aucie, pomimo tego, że jest to auto prywatne „na lata”. Po prostu mam raczej spokojny styl jazdy i nie doprawadzam oleju do skrajnych parametrów. Jak ktoś katuje silnik to pewnie warto zamienić fabryczny olej na coś z wyższej półki.
Pierwszy 1kkm robiłem na spokojnie głównie ze względu na ostrzeżenie w instrukcji nt. hamulców. Handlowiec przy wydaniu auta mówił, że docierania silnika już nie ma, ale wspomniał o hamulcach i w instrukcji obsługi też był o tym komentarz.