Witam, na początku chcę przeprosić za post o Audi na forum i w dziale passata, nie wiedziałem, gdzie to umieścić, a widzę że tutaj jest spora aktywność i szybka odpowiedź, a nie mam czasu więc zrobiłem to tutaj.
Chodzi o to, że zakupiłem Audi A4 B5 1.9 TDI 110 KM avant za 3000 zł wiem tanio... za 3.500 stał kobieta taka dresiara zeszła na 3000 zl, zapewniała mnie, że cena taka niska z powodu wyglądu samochodu i się nie dziwiłem, kolor oczojebny taki zielony, lusterka kobiece okrągłe, zawieszenie przód sportowe, co mnie trochę zniechęcało, bo było tak niskie, że masakra. kierownica sportowa taka malutka całkiem komedia, jakiś wlot powietrza na prawym nadkolu, nie wiem co to miało schładzać, może filtr powietrza nie wiem... generalnie albo był bity, albo ktoś miał hopla na punkcie sportowych aut. Kobieta zapewniała, że ojciec jeździł w trasy i nie było żadnych problemów, jedyne co siadło to dwie poduszki, jedna na skrzyni druga od silnika, mówię dobra może to nie wygląda, ale to ma jeździć i robić kilometry, więc się zgodziłem... pierwsza trasa, pierwsze dni auta 160km w dwie strony, wracając przy przyśpieszaniu ok 140km/h po odpuszczeniu gazu stracił moc, prawie w ogóle nie przyśpieszał trzeba było przekręcać stacyjkę i wszystko ok, myślę sobie błedów ma pełno pewnie. Coż zajechałem do znajomego, który się zajmuje samochodami, bo jak się okazało nawet lampy były koszmarne i tryskał olejem z zaworu egr, bo ktoś nakrętki nie umiał nakręcić i wkręcił krzywo przez co zepsuł gwint. przewód od podciśnienia wisiał bez podłączenia, bo składał to jakiś totalny imbecyl i nie wiedział o czymś takim jak trójnik... w lampach jak się okazało był styropian, i były pospinane na tretytki. Znajomy też taki mechanik złota rączka kombinator i w ogóle sam się zaśmiał, mówiąc kto to składał, że sam na takie pomysły by nie wpadł. Woda w płynie chłodniczym. Trzy tygodnie od zakupu, tragedia. Pękł przewód od IC, wymieniliśmy razem z klockami, bo też się odzywały i jak się okazało nie ma mocy dalej... dalej wali na czarno - biało... Gazowaliśmy na jałowym przy 2500 obrotów jest jeszcze w porządku wyżej zaczyna powiewać białym potem ostrym takim czarnym i przy 4000+ obrotów zaczyna pluć olejem z tłumika i walić białym dymem, przy czym silnik po odpuszczeniu gazu się dławi jakby zaraz miał zgasnąc, tak jakby na 2 garach chodził.
Dodam, że na zimnym jako tako jeszcze przyśpiesza, jak już się rozgrzeję to przy 100km/h 2.100 obrotów gaz na maxa i wskazówka nawet nie drgnie.
Może ktoś miał podobny przypadek, czy to, że w pierwszym tygodniu tracił moc i trzeba było stacyjkę przekręcać może być to jakoś związane z końcowym efektem? Nie wiem czy tą typiare dresiare postraszyć prawem do rękojmi, bo zarobiłem przez wakacje na samochód i on miał mnie dowozić do szkoły i w ogóle... A tu wychodzi, że on ani wygląda ani jeździ.