0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.
W ciągu ostatnich 30 lat samochody zmieniły się z prostego połączenia podwozia i karoserii w pojazdy pełne nowoczesnych rozwiązań, mających podnieść komfort i bezpieczeństwo jazdy. Podobna rewolucja rozpoczęła się również na rynku ubezpieczeń komunikacyjnych. Firma Link 4 wprowadziła możliwość uzyskania dodatkowych zniżek, jeśli właściciel samochodu zgodzi się na zamontowanie w aucie czarnej skrzynki, umożliwiającej jego śledzenie.Zgodnie z przepisami każdy zarejestrowany pojazd musi być ubezpieczony. Wysokość składki OC zależy od tego, jaki samochód chcemy objąć polisą, a przede wszystkim od tego, kim jest jego właściciel. Jeśli jest to młody człowiek, który od niedawna może pochwalić się prawem jazdy, będzie musiał słono zapłacić. Firmy ubezpieczeniowe na podstawie raportów o sprawcach wypadków i kolizji stworzyły sobie profile ryzyka dla wielu grup kierowców i w zależności od nich różnicują stawki. Nie każdy, kto niedawno zdał egzamin jest jednak złym kierowcą, a w związku z tym powinien płacić wysokie składki. Powstaje jednak pytanie, jak firma ma się przekonać, że dany kierowca nie jest charakterystycznym przedstawicielem swojej grupy? Odpowiedzią jest telematyka.Układy, których zadanie polega na śledzeniu poczynań kierowcy, od lat obecne są w samochodach sportowych. Dzięki ogromnemu rozwojowi małej elektroniki codziennego użytku, jakiego jesteśmy świadkami od kilku lat, telematyka przedziera się do zwykłych aut. Dzięki zamontowanym pod karoserią czujnikom, wykorzystywanym przez systemy bezpieczeństwa czynnego, a także dedykowanym aplikacjom możemy tworzyć coś na kształt dziennika naszej jazdy. Odpowiedni program pokazuje na bieżąco prędkość, stopień naciśnięcia pedału gazu, przeciążenia, zużycie paliwa, czy moc działania hamulców. Zapisy te są archiwizowane przez aplikację. Dziś takie informacje służą właścicielowi samochodu do prześledzenia swojego stylu jazdy i jego poprawy. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by takie dane były wysyłane na zewnątrz. Na przykład do firmy ubezpieczeniowej. Dzięki takim raportom eksperci pracujący w towarzystwach mogą zdiagnozować ryzyko spowodowania wypadku konkretnego kierowcy. Wówczas stawka jego polisy kalkulowana jest z wykorzystaniem rzeczywistych danych, a nie statystyki. Ubezpieczenie szyte na miarę? Jak najbardziej. W Polsce taką usługę, jako pierwsza firma na rynku, wprowadzi Link4. Prowadzone są już próby związane z tą technologią, a oferta ma wejść w życie w trzecim kwartale 2015 roku. Początkowo montowanie „czarnych skrzynek” będzie oferowane wyłącznie flotom. Należy się jednak spodziewać, że z czasem z takiej możliwości będą mogli skorzystać wszyscy.Uzależnienie wysokości składki od stylu jazdy danego kierowcy nie jest niczym nowym. W wielu krajach od lat funkcjonuje system, w którym każdy otrzymany mandat podwyższa następną składkę obowiązkowego ubezpieczenia. Dzięki telematyce rozważny kierowca będzie mógł obniżyć sobie cenę OC. Nie zmieni to jednak faktu, że na pokład samochodu przyjmie również urządzenie, które może sprawić sporo kłopotu w razie wypadku. Jeśli ubezpieczyciele, którzy w przyszłości zdecydują się korzystać z telematyki, będą odtwarzać okoliczności, w jakich doszło do zdarzenia, w wielu przypadkach może się okazać, że poszkodowany przyczynił się do powstania wypadku, na przykład poprzez jazdę z nadmierną prędkością. Wówczas towarzystwo ubezpieczeniowe będzie miało prawo do obniżenia wysokości świadczenia, a przed sądem z rękawa wyciągnie twarde dowody.
Na tle innych państwo Unii Europejskiej Polska nie ma się czym pochwalić pod względem czystości powietrza. Odpowiedzialność za taki stan rzeczy spada po części na zmotoryzowanych. Policja oraz Inspekcja Transportu Drogowego zamierza więc kontrolować skład tego, co wydobywa się z naszych rur wydechowych.Zanieczyszczenie powietrza, szczególnie w dużych miastach, w znacznej mierze spowodowane jest przez ruch samochodowy. Oczywiście naturalną reakcją każdego posiadacza „osobówki” jest wskazanie ciężarówek jako głównych winowajców tej sytuacji. Czy słusznie? Jak wynika z policyjnych danych, na 24,8 mln zarejestrowanych w Polsce samochodów pojazdy ciężarowe stanowiły tylko 2,9 mln. Co więcej, obowiązujący od 2011 roku system opłaty za przejazd niektórymi drogami różnicuje stawki w zależności od normy czystości spalin emitowanych przez auto dostawcze. Skłoniło to firmy transportowe do wymiany parku maszyn. A jak sytuacja wygląda w przypadku samochodów osobowych?Zdecydowana większość Polaków nie może sobie pozwolić na nowe, a co za tym idzie proekologiczne auto wprost z salonu. Na rynku wtórnym zaś ogromnym zainteresowaniem cieszą się samochody z silnikiem Diesla. Te w ostatnich latach zostały jednak objęte restrykcyjnymi przepisami, co zaowocowało obowiązkowym montowaniem filtrów cząstek stałych przez producentów nowych pojazdów. Niestety, z czasem element ten zaczyna stwarzać kosztowne problemy, toteż wielu właścicieli diesli z drugiej ręki decyduje się na wycięcie filtra cząstek stałych i takie zmodyfikowanie oprogramowania samochodu, by centralny komputer nie zauważył jego braku.Właściciele tak przerobionych aut teraz mogą mieć problem. Policjanci oraz pracownicy Inspekcji Transportu Drogowego za pomocą mobilnych urządzeń będą sprawdzać czystość spalin. Na podstawie wskazań urządzenia są w stanie stwierdzić, czy z kontrolowanego auta usunięto filtr cząstek stałych lub katalizator. Za przekroczenie norm emisji można zaś otrzymać srogą karę. Mandat to nawet 500 zł. Dodatkowo, zgodnie z prawem drogowym, policjant może zatrzymać dowód rejestracyjny samochodu, który „narusza wymagania ochrony środowiska”.
O ile w samochodach z silnikami benzynowymi elementem obowiązkowego badania technicznego jest analiza spalin (zawartość tlenku węgla, węglowodorów oraz współczynnik nadmiaru powietrza lambda), o tyle w przypadku aut z dieslami sprawdza się zadymienie spalin. Jednak obowiązujące w Polsce przepisy dotyczące warunków takiej kontroli są na tyle "nieżyciowe", że mało który diagnosta decyduje się na badanie.Wymaga ono przynajmniej trzykrotnego wprowadzenia silnika na obroty maksymalne i utrzymywania ich przez minimum 1,5 sekundy. Zmierzone w takich warunkach zadymienie spalin nie może przekraczać maksymalnej wartości. Ustawodawca dość nonszalancko podszedł do kwestii wpływu próby na silnik. Żadnej jednostce nie służy praca na obrotach maksymalnych. W przypadku starszych silników efektem może być np. uszkodzenie pierścieni tłokowych.Z kolei w przypadku coraz większej liczby nowszych modeli kwestią zupełnie nie przewidzianą przez ustawodawcę jest tzw. blokada obrotów na biegu jałowym. Coraz więcej marek (np. Audi, BMW, Mercedes, VW) stosuje rozwiązanie, w którym bez obciążenia, przy maksymalnym wciśnięciu pedału gazu silnik rozpędza się najwyżej do 3000 obr./min. Badanie zadymienia spalin w takich warunkach jest raczej niemiarodajne, gdyż nie są to obroty maksymalne silnika.Efektem obowiązujących przepisów jest to, że diagności jak ognia unikają badania zadymienia spalin. Nie chcą ponosić odpowiedzialności za ewentualne uszkodzenie silnika. Siłą rzeczy więc nikogo nie obchodzi, jak trujące są spaliny w dieslu i jeżeli w danymmodelu filtr cząstek stałych jest obowiązkowy, to czy w ogóle działa.
Czy można dostać mandat za krok, który ma poprawić nasz wygląd i zwiększyć wygodę codziennego życia? Jeśli sprawa dotyczy kierowcy, to jak najbardziej. Osoby, które zdecydują się na używanie soczewek kontaktowych zamiast okularów, w razie konfrontacji z mundurowym, muszą przygotować się na dodatkowy wydatek.Każdego dnia na polskie drogi wyjeżdżają dziesiątki tysięcy kierowców z wadą wzroku. Wielu z nich nie wie, że można otrzymać mandat za zamianę okularów na soczewki kontaktowe. Jak to możliwe? Wystarczy sprawdzić swoje prawo jazdy. By je otrzymać, trzeba było zdać egzamin, a podejście do niego możliwe jest po zaliczeniu odpowiedniego kursu i badań lekarskich. Te ostatnie skoncentrowane są przede wszystkim na wzroku przyszłego kierowcy. Jeśli mamy wadę, nie obejdzie się bez dodatkowej adnotacji na drugiej stronie dokumentu.Tam, w kolumnie „12”, gdzie zaznacza się ograniczenia uzyskanego prawa jazdy, znajdą się wówczas cyfrowe kody, będące lekarskimi nakazami. Co ona oznaczają?01.01 – okulary, 01.02 – soczewka(i) kontaktowa(e), 01.03 – szkła ochronne, 01.04 – szkło matowe, 01.05 – przepaska na oko, 01.06 – okulary lub soczewki kontaktowe.Jeżeli podchodząc do badania kandydat na kierowcę miał na sobie okulary, a lekarz w dokumentach, które są potem podstawą do wydania prawa jazdy, wpisał kod 01.01, jedyną możliwością jest jazda w okularach. Jeśli kierowca zmieni je na soczewki kontaktowe bez dokonywania zmian w dokumencie, naraża się na mandat. Na nic zda się tu przekonywanie policjanta, że mamy założone soczewki i w przypadku naszej wady mogą one być z powodzeniem używane. Policjant związany jest przepisami i wyegzekwuje je na podstawie prawa jazdy. Oznacza to mandat. Jak wysoki? To zależy od policjanta. Takie przewinienie nie jest skodyfikowane w taryfikatorze mandatów. Maksymalny wymiar kary nie może jednak przekroczyć 500 zł.Kary można uniknąć tylko w jeden sposób - zmienić zapis w prawie jazdy. Kierowcy, wobec których zostało wystosowane zalecenie do jazdy w okularach, chcący prowadzić samochód w soczewkach kontaktowych, muszą uzyskać od okulisty odpowiednie orzeczenie. Z nim należy udać się do właściwego Wydziału Komunikacji i wyrobić nowy dokument uwzględniający zmienione zalecenie lekarza. Dlatego w momencie badania lekarskiego warto upewnić się, że lekarz zapisze kod 01.06, zezwalający zarówno na korzystanie z okularów jak i soczewek kontaktowych.
Dobra wiadomość dla wszystkich tych, którzy myślą o sprowadzeniu samochodu z USA lub Japonii. Wszystko wskazuje na to, że niebawem zniknie problem ze zbyt dużymi, polskimi tablicami rejestracyjnymi.Do uzgodnień międzyresortowych i konsultacji publicznych trafił projekt rozporządzenia ministra infrastruktury i budownictwa dotyczący warunków produkcji tablic rejestracyjnych. To uzupełnienie wcześniejszego rozporządzenia szefa resortu infrastruktury i budownictwa w sprawie rejestracji i oznaczania pojazdów oraz wymagań dla tablic rejestracyjnych. Obydwa procedowane dokumenty zakładają wprowadzenie zmniejszonych jednorzędowych tablic rejestracyjnych.Standardowe polskie "blachy" mają wymiary 520 x 114 mm. Tymczasem samochody w USA czy Japonii zaprojektowane są pod tablice o wymiarach 305 x 115 mm. Dla osób, które chcą takich aut używać w kraju, jest to spory problem. Polskich tablic rejestracyjnych nie da się zamontować do takiego auta. Ich właściciele stosują więc zamienniki.Zwykle są one wykonane we własnym zakresie lub na przykład przez firmy reklamowe. Co oczywiste, taka tablica rejestracyjna nie posiada wypukłych znaków i nalepki kontrolnej. Nie jest też tablicą rejestracyjną w świetle prawa. Nawet jeśli użytkownik samochodu z mniejszą tablicą wozi w bagażniku polski oryginał, to nie uniknie mandatu w razie kontaktu z policją, a kara wynosi 100 zł. Niebawem ma się to jednak zmienić.Rozporządzenie ministra transportu znacznie wykracza poza tematykę rozmiarów tablic rejestracyjnych. Dokument modyfikuje drogę starania się o trzecią tablicę rejestracyjną, dzięki czemu będzie można uzyskać ją, zaoszczędzając sobie jednej wizyty w urzędzie. Znalazł się tam również zapis, który zwalnia właściciela samochodu poddawanego kasacji z konieczności zdania jego tablic rejestracyjnych w momencie wyrejestrowania auta. W myśl planowanych przepisów posiadacz samochodu, który będzie występował z wnioskiem o wtórnik nalepki kontrolnej lub wtórnik dowodu rejestracyjnego, nie będzie musiał okazywać karty pojazdu już przy składaniu wniosku, ale przy odbiorze wtórnika. To również pozwoli na rezygnację z jednej wizyty w urzędzie.Najważniejszą zmianą zawartą w rozporządzeniu jest jednak zwolnienie właściciela samochodu z obowiązku wymiany dowodu rejestracyjnego po skończeniu się w nim miejsc na pieczątki potwierdzające przegląd techniczny. Kiedy przepisy wejdą w życie, będzie można podróżować z takim dokumentem pod warunkiem posiadania przy sobie zaświadczenia wydanego po pozytywnym zaliczeniu przeglądu technicznego.Kiedy nowe prawo wejdzie w życie?Rozporządzenie ministra transportu jest już po konsultacjach publicznych i jest obecnie opiniowane przez Komisję Wspólną Rządu i Samorządu Terytorialnego. Zgodnie z planem ma wejść w życie 1 stycznia 2018 r. Rozporządzenie ministra infrastruktury i budownictwa ma natomiast wejść w życie po upływie 6 miesięcy od ogłoszenia. Na razie jest na etapie konsultacji publicznych i międzyresortowych.
1. Brak obowiązku posiadania przy sobie dowodu rejestracyjnego i polisy OC NIE oznacza, że nie będziemy kontrolowani. Będziemy. Dane pojazdu i informacje o zawartej polisie gromadzone są w CEPiK-u (Centralna Ewidencja Pojazdów i Kierowców). Podczas kontroli uprawnione służby (np. Policja, straż miejska, czy Inspekcja Transportu Drogowego) sprawdzą dane w jednej z baz CEPiK – Centralnej Ewidencji Pojazdów.2. Brak obowiązku posiadania przy sobie dowodu rejestracyjnego i polisy OC NIE oznacza, że w ogóle nie musimy ich mieć. Musimy. Dowód rejestracyjny nadal pozostaje obowiązującym dokumentem niezbędnym przy załatwianiu formalności m.in. w Stacjach Kontroli Pojazdów, przy sprzedaży auta lub wyjeździe zagranicznym. Właściciele pojazdów nadal mają obowiązek ubezpieczenia OC.3. Nadal musisz mieć przy sobie prawo jazdy i dowód osobisty! Po wejściu w życie nowych przepisów możesz spotkać się z pytaniem, kto aktualnie przechowuje dowód rejestracyjny pojazdu (wystarczy wiedzieć, że dokument w tej chwili znajduje się np. w siedzibie firmy, w domu itp.).4. Nadal musisz mieć przy sobie dowód rejestracyjny i odpowiednie ubezpieczenie, jeśli będziesz prowadzić pojazd, który został zarejestrowany poza Polską.
Zniesienie obowiązku posiadania przy sobie dowodu rejestracyjnego wiąże się również ze zmianą dotyczącą zatrzymywania i zwrotu tego dokumentu. Do tej pory dowód rejestracyjny był zatrzymywany fizycznie. Od 1 października 2018 r. – w przypadku, gdy pojazd nie spełnia wymagań ochrony środowiska, zagraża bezpieczeństwu lub porządkowi ruchu drogowego – uprawnione służby odnotują zatrzymanie dokumentu w systemie informatycznym. Informacja o zatrzymaniu zostanie przekazana do Centralnej Ewidencji Pojazdów, a kierujący otrzyma – podobnie jak dotychczas – pokwitowanie.Zwrot dokumentu będzie mógł odnotować zarówno organ (np. urząd miasta), który go wydał, jak i dowolna jednostka w ramach podmiotu, który go zatrzymał.
Przy okazji zmiany przepisów i wielkiego - jak to przedstawiają rządzący - ułatwienia dla kierowców w postaci zniesienie obowiązku wożenia ze sobą dowodu rejestracyjnego, znów na jaw wyszły gigantyczne problemy z cyfryzacją. Bo choć teoretycznie będziemy mogli trzymać dokumenty w domu, to w praktyce lepiej mieć je przy sobie.Kolejny raz jest problem z CEPiK-iem. Niby zmiany obowiązują od 1 października, ale cały czas działa system offline. My przekazujemy informacje natychmiastowo, ale wiemy, że ich "księgowanie" w CEPiK-u trwać może nawet kilka dni. W tym czasie policja będzie mogła być przekonana, że ubezpieczenia nie ma – mówi przedstawiciel jednego z dużych ubezpieczycieli. Poszliśmy tym tropem i zapytaliśmy o sprawę w resorcie cyfryzacji.Nieco pokrętna odpowiedź, którą otrzymaliśmy z ministerstwa, może wskazywać na świadomość istnienia luk. "Zgodnie z obowiązującym od 1 października 2018 roku prawem kierowcy nie muszą posiadać przy sobie dowodu rejestracyjnego pojazdu oraz potwierdzenia posiadania polisy OC. Dane te znajdują się w bazie CEPiK” – poinformował pewnie resort. Pytania o szczegółowe rozwiązania na wypadek jego awarii lub opóźnień uznał za właściwe dla kompetencji policji.Jak mówił w mediach podinsp. Radosław Kobryś z Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji, w razie stłuczki i braku dowodu (a więc najczęściej i potwierdzenia zawarcia polisy OC) w samochodzie, warto skorzystać ze strony Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego. Podobną radę w odpowiedzi na nasze pytania dali urzędnicy Ministerstwa Cyfryzacji. W UFG bowiem każdy, kto posiada podstawowe dane samochodu, może sprawdzić, czy pojazd ma ważną polisę OC.Fundusz jest kluczowy dla całego zagadnienia braku dokumentów w samochodzie. Jak przyznał bowiem w odpowiedzi na pytania Igor Ryciak z Centralnego Ośrodka Informatyki bezpośrednio odpowiedzialnego za CEPiK 2.0, dane dotyczące polis OC trafiają do niego za pośrednictwem UFG. Automatyczna migracja następuje raz dziennie.Dodajmy do tego fakt, że informacja o polisie OC pojawia się w UFG następnego dnia po jej wykupieniu. Łatwo sobie wyobrazić zatem sytuację, w której ubezpieczamy się w piątek i przynajmniej do poniedziałku w systemie nie figuruje fakt posiadania przez nas OC.Zapytana o sprawę Polska Izba Ubezpieczeń nie chciała odnosić się do kwestii. Rzecznik PIU Marcin Tarczyński dał jednak radę wszystkim kierowcom, która powinna rozwiązać problem: - Problem z brakiem dokumentów przy sobie może wystąpić w razie kolizji. Jednym z proponowanych przez nas rozwiązań jest sfotografowanie dowodu i polisy. W ten sposób nawet, gdy nie mamy dostępu do internetu i nie możemy skorzystać z UFG, dysponujemy danymi na temat auta i ubezpieczenia - mówi Tarczyński.
Z pewnością krok w dobrym kierunku.
dla jednych to ułatwienie