Witam.
Niestety mój kumaty znajomy nie był wczoraj dostępny. Musiałem załadować auto na lawetę i przetransportować do warsztatu.
Poprawka do mojego początkowego wpisu: jedyna kontrolka, która świeciła się w momencie wystąpienia awarii nie była od pasów, a od poduszki powietrznej.... Przy kolejnych próbach uruchomienia auta nie zaświeciła się już żadna kontrolka.
Dalszy ciąg historii: po ściągnięciu z lawety (po wytrzęsieniu na kilkunastu kilometrach kiepskiej drogi) wszystko wróciło do normy... Średnio mnie to cieszy, ponieważ z jednej strony nie było wydatków związanych z zakupem i wymianą podzespołów, lecz z drugiej nie wyświetlały się już żadne błędy, dające trop do odnalezienia źródła usterki. Znajomy mechanik twierdzi że układ elektryczny został sprawdzony i w tej chwili nie ma żadnego punktu zaczepienia. Nie mam powodu, aby mu nie ufać.
Odebrałem auto i po kilku minutach zauważyłem palącą się kontrolkę poduszki powietrznej. Wróciłem do warsztatu, był podpinany komputer i został usunięty błąd związany z tą kontrolką.
Trochę mnie niepokoi, że problem może się powtórzyć nie pod domem, a gdzieś w trasie...