Autor Wątek: Kawały, kawałki i ogólnie same śmiechotki :)  (Przeczytany 25328 razy)

0 użytkowników i 2 Gości przegląda ten wątek.

Offline janusz07

  • Clubowicz
  • Wiadomości: 161
  • Pomógł: 4
  • Auto: Passat B5
  • Model: Variant
  • Silnik: 2.8 V6 30V
  • Kod: AQD
  • Moc: 193 KM
  • Napęd: 4Motion
  • Skąd: OK
Odp: Kawały, kawałki i ogólnie same śmiechotki :)
« Odpowiedź #50 dnia: 02 - Październik - 2018 - 12:21:46 »
a ja na to  :laughing: xd :laughing:

Zdecydowane NIE, dla druciarstwa!
 

Offline kerad

  • Nowy
  • Wiadomości: 8
  • Auto: Sharan I FL
  • Silnik: 1.9 TDI PD
  • Kod: AUY
  • Moc: 115 KM
  • Napęd: FWD
  • Skąd: 2K6
Odp: Kawały, kawałki i ogólnie same śmiechotki :)
« Odpowiedź #51 dnia: 04 - Październik - 2018 - 20:40:01 »
Małżeństwo z Minneapolis zdecywało o odlocie na Floryde aby uniknąć ostrej zimy w domu. Małżonka potrzebowała jednak jeszcze w firmie dokończyć rozpoczętą prace, postanowili więc, że małżonek poleci dzień wcześniej. Mąż po przybyciu na miejsce zorientowal się, że w swoim apartamencie mają komputer z internetem. Napisal więc i poslał żonie e-mail. Jednak przy pisaniu adresu opuścił jedną litere a błędu nie zauważył i tak posłał tekst na inny adres.

W tym samym czasie gdzieś w Houston, wracała do domu kobieta z pogrzebu swojego ukochanego męża. Jej mąż byl przez wiele lat znaczącą osobistością, przyszła więc liczna kondolencyjna korespondencja, także przez internet. Wdowa postanowila więc ją przeczytać. Już po przeczytaniu pierwszego e-maila z krzykiem padła zemdlona na ziemie. Uslyszał to jej syn, wbiegł do pokoju i zobaczył leżącą na ziemi mame a na stole włączony komputer.

Na monitorze przeczytal następujący tekst:

Komu: Mojej umiłowanej żonie
Temat: Jestem już na miejscu
Data: 16,02,2004

Wiem, że będziesz moim e-mailem całkowicie zaskoczona. Tutaj są także komputery a ja Tobie mogę o sobie przesyłać wiadomości. Właśnie dotarlem na miejsce i widze, że tutaj jest już wszystko przygotowane na Twoje jutrzejsze przybycie. Bardzo się ciesze, że się tutaj zobaczymy! Mam nadzieje, że Twoja podróż to miejsce będzie równie bezproblemowa jak moja.

Twój kochjący mąż.
P.S. Tutaj jest naprawde gorąco...

Dodano:  04 - Październik - 2018  -  20:46:52

OPOWIADANKO PANA TRZEŹWIAKA.

   Wracaliśmy z delegacji. Byliśmy bardzo przepracowani tym przebywaniem poza domem. Na podniesienie więc humoru zaproponowano spożycie medykamentu, dobrze znanemu szerszemu ogółowi ludzkości. Wyglądał jak woda, ale dużo lepszy smakowo i o innym działaniu. Lekarstwa było sporo, co oczywiście zadziałało dość szybko. Szczególnie na początku zepsuty humor szybko ustąpił nowemu dobremu. Dalsze ilości już wesoło uśpiły towarzystwo. Dalsza podróż przebiegała już w bardzo spokojnej, sennej atmosferze. Nie wiem, może przedawkowaliśmy?
   Po przebudzeniu zauważyłem, że dojeżdżam już do swoich okolic. Ale pociągiem bardzo kołysało, przerzucając mnie po całym przedziale. Co za tory teraz budują? Udało mi się jakoś zebrać swoje rzeczy i powolnym kołysanym krokiem zacząłem zmierzać w kierunku wyjścia. Pociąg jechał bardzo nierównym tempem i bardzo rzucał na boki. Prowadził chyba jakiś praktykant.
   Kiedy zacząłem otwierać drzwi coś mnie gwałtownie pociągnęło na peron. Tempo mojego wysiadania znacznie się zwiększyło i przybrało charakter krótkiego lotu. Tylko, że omyłkowo przy lądowaniu dopadłem powierzchnie peronu przednimi kończynami najpierw. Lądowanie miało więc charakter mocno awaryjny. Dzięki temu jednak nastąpiło czułe przywitanie się ze swoją okolicą. Pocałunek odbył się całą twarzą, z wydaleniem pewnej ilości czerwonej cieczy z otworów nosowego i gębowego. Czułość i wzruszenie powitania spowodowało przedłużenie tego ceremoniału oraz przylgnięcie do powierzchni nadzorowanej przez PKP całym ciałem. Intensywność powitania zaowocowała też częściową wymianą materii między moimi dłońmi i twarzą a powierzchnią peronu, co dało się zauważyć jeszcze przez jakiś czas. Kiedy powoli moc czułego przywitania zaczęła ustępować,zacząłem wolno dźwigać moje ciało w celu rozpoczęcia przemieszczania się do swego domu. Odbywało się to bardzo wolno ale systematycznie. Zakłócenia powodowali jakieś pijane i nieostrożne ludzie deptali mi po rękach, a zamiast przeprosin następowały dziwne komentarze i niezbyt cenzuralne słowa.
   Kiedy przemieszczanie przemieściło się na schody jego tempo uległo mocnemu przyśpieszeniu po raz drugi. Ciało nabrało ruchu obrotowo-bocznego a lot był zakłócany jakimiś nierównościami. W dole nastąpił drugi odpoczynek. Zakłócany był niestety czasami także jakimiś pytaniami i potrząsaniami. Ludzie jednak nie potrafili wznieść się  na mój poziom konwersacji, a co niektórzy wręcz odchodzili jacyś zniesmaczeni.
    Tak naprawdę na mój widok ucieszył się tylko mały piesek. Podbiegł machając ogonkiem i na przywitanie podał mi nawet łapę. Nie wiem tylko dlaczego tylną. Niestety został przez właścicieli gwałtownie odciągnięty.
   W końcu mój odpoczynek poważnie zakłócili jacyś dwaj panowie w błękitno-szarych marynarkach. Zwracali się do mnie uprzejmie per obywatelu. Komunikowanie okazało się jednak trudne ponieważ nie rozumieli mojej śpiewnej mowy, a moje melodie ich jakoś nie zachwyciły. Tacy jacyś nieczuli na muzykę chyba. Okazania tożsamości stanowczo odmówiłem ponieważ na dworcu, w publicznym miejscu, się nie będę rozbierał.
   Kiedy uznałem, że chce przemieszczać się dalej do domu, bez słowa już zaoferowali mi swoja pomoc. Unieśli mnie, prawie biorąc mnie na ręce, co okazało się potrzebne, gdyż nogi odmawiały posłuszeństwa, chyba z powodu przemęczenia. Chłopy były silne i bardzo pomogli mi w podczas marszu. Tylko jakoś buty uległy mocnemu zniszczeniu na czubkach. Kierunek marszu był jednak przeciwny. Moje tłumaczenie nie odniosło żadnego skutku. Po drodze w trakcie naszej konwersacji często padało słowo, które w języku niemieckim oznacza zakręt. Jednak cały czas szliśmy prosto, więc nie bardzo mogłem zrozumieć o co chodzi w tej międzynarodowej konwersacji.
   Moje nogi były nadal bardzo zmęczone, stanowczo za krótki był ten odpoczynek przy schodach. Pomoc tych panów przybrała charakter komunikacyjny ponieważ panowie posadzili mnie do swojego chyba, samochodu. Bardzo ładny samochodzik w srebrnym kolorze z niebieskim paskiem na boku. Na pasku była chyba nazwa ich firmy ale nie zapamiętałem jakiej. Drzwi nade mną się zamknęły i ruszyliśmy. Podczas jazdy panowie robili rezerwacje, chyba w jakimś hotelu. Moje tłumaczenia, że jestem tubylcem nie odniosły żadnego skutku, może nie wiedzieli co oznacza słowo tubylec. Ich postanowienie o noclegu w hotelu było nieugięte. Nazwa hotelu zaczynał się od słowa Izba.
   Przejeżdżając przez bramę, zatrzymaliśmy się na hotelowym parkingu. Z auta wyciągnięto mnie systemem pociągowo-poślizgowym co poskutkowało przywitaniem się z powierzchnią hotelowego parkingu. Przemieszczanie się w kierunku recepcji hotelowej poskutkowało zdarciem pięt moich butów. Tam po moim stanowczym proteście panowie zafundowali mi darmowy masaż, przyrządami masującymi, które nosili cały czas u swego boku; ot zawsze gotowi do takiej usługi. Były to takie gumowe dłuższe białe rurki z uchwytem na jedną rękę. Drugą ręką mnie ochraniali przed upadkiem, chociaż leżałem przecież na podłodze, przed recepcją. Masaż przebiegał szybko z dość dużą częstotliwością, a kiedy dotknięto okolice głowy, udałem się w podróż kosmiczną. Nastąpił wielki wybuch i zobaczyłem plejady gwiazd i gwiazdozbiorów w dziwnych układach galaktycznych. Dotarłem do czarnej dziury i granic kosmosu. Chyba zaoszczędziłem dziesięć milionów dolarów. Ponadto masaż bardzo poprawił ukrwienie mojej skóry, miejscami intensywność ta przybrała kolor fioletowy.
   Już bardzo spokojny zostałem powierzony po masażu obsłudze hotelowej. Na początek zafundowano mi kąpiel, ale chyba zabrakło ciepłej wody czego obsługa nie zauważyła. Obdarowano mnie piżamą, ale stanowczo za małą i wadliwą, bez rękawów i nogawek. Takie podobno mieli zalecenia i instrukcje, hm może unijne? Hotel był czysty i wyposażony w trwałe metalowe solidne meble białego koloru. Obsługa ubrana na biało co podkreślało jeszcze tą czystość obiektu.
    Ze spaniem nie miałem najmniejszego problemu. Po masażu i kąpieli oraz moim krótkim śpiewnym koncercie, obsługa hotelu podzieliła się ze mną swoją działką i dali mi szpryce po której zasnąłem jak małe dziecko.

Napisał; Dariusz Pol

 

Offline ant327

  • Bywalec
  • Wiadomości: 68
  • Pomógł: 2
  • Auto: Caddy III
  • Silnik: 1.9 TDI PD
  • Kod: BLS
  • Moc: 105 KM
  • Napęd: FWD
  • Skąd: GDA
Odp: Kawały, kawałki i ogólnie same śmiechotki :)
« Odpowiedź #52 dnia: 04 - Październik - 2018 - 23:19:42 »
Dlaczego zwolniłem swoja sekretarkę..?

Dwa tygodnie temu były moje czterdzieste urodziny, ale jakby nikt tego nie zauważył. Miałem nadzieję, że rano przy śniadaniu żona złoży mi życzenia, może nawet będzie miała jakiś prezent .. Nie powiedziała nawet "cześć kochanie", nie mówiąc już o życzeniach. Myślałem, że chociaż dzieci będą pamiętały - ale zjadły śniadanie, nie odzywając się ani słowem.

Kiedy jechałem do pracy, czułem się samotny i niedowartościowany.

Jak tylko wszedłem do biura, sekretarka złożyła mi życzenia urodzinowe i od razu poczułem się dużo lepiej - ktoś pamiętał.

Pracowałem do drugiej. Około drugiej sekretarka weszła i powiedziała: - Dzisiaj jest taki piękny dzień, w dodatku są pana urodziny, może zjemy gdzieś razem obiad?

Zgodziłem się - to była najmilsza rzecz, jaką od rana usłyszałem. Poszliśmy do cudownej restauracji, zjedliśmy obiad w przyjemnej atmosferze i wypiliśmy po lampce wina.

W drodze powrotnej do biura sekretarka powiedziała:

- Dzisiaj jest taki piękny dzień. Czy musimy wracać do biura?

Właściwie to nie - stwierdziłem.

- No to chodźmy do mnie - zaproponowała.

U niej wypilimy jeszcze po lampce koniaku, porozmawialimy chwilę, a ona zaproponowała: Czy nie masz nic przeciwko temu, jeśli pójdę do sypialni przebrać się w coś wygodniejszego?

Jasne - zgodziłem się bez wahania.

Poszła do sypialni, a po kilku minutach wyszła..... ...niosąc tort
urodzinowy razem z moją żoną, dziećmi i teściową. Wszyscy śpiewali "Sto lat"

. ... a ja kur..., siedziałem na kanapie... ... w samych skarpetkach!
 

Tagi wątku: